Meetup #1 - Ireneusz Gawkowski: Emocje i relacje a endometrioza

“Emocje i relacje a endometrioza”

Ireneusz Gawkowski

 
 

Walka z endometriozą to nie jest sprawa samej pacjentki. To problem, który silnie wpływa na relacje i wiąże się z trudnymi emocjami, które kształtują psychikę. 

Zachęcamy do obejrzenia ostatniej z prelekcji, które miały miejsce na marcowym meetupie. Tym razem tematem są emocje i relacje w endometriozie. Opowiada doświadczony psychoterapeuta, mgr Ireneusz Gawkowski.


"Spojrzenie na pacjentkę z endometriozą musi być, jak już wspomniano, holistyczne, całościowe. Co zrobić z duchem, psychiką? 

Podczas dzisiejszego spotkania postaram się opowiedzieć Państwu o tym, co możemy zrobić dla osoby, która cierpi i przychodzi po pomoc. Przygotowałem coś, co może Państwu pokazać, że niestety nie ma prostych sposobów i uniwersalnych rozwiązań, ale trzeba podejść do każdej osoby indywidualnie i z pewnym dystansem. 

Tym, co moim zdaniem konstytuuje człowieka, są relacje. Bardzo się więc cieszę z obecności tutaj kilku panów, ponieważ świadczy to o ogromnym wsparciu, które ich żony i partnerki od nich otrzymują. 

To, w jaki sposób każdy z nas przeżywa ból i cierpienie skądś się bierze. Prof. Zimbardo pracuje nad teorią perspektywy czasu i mówi, że jeśli mamy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a następnie podzielimy każdy z tych czasów jeszcze na pozytywny, negatywny, fatalistyczny lub obiecujący, to zawsze gdzieś jesteśmy umiejscowieni. W tym momencie zdobywamy pewne doświadczenie, które za chwilę będzie naszą historią. Jeśli umiemy to doświadczenie wykorzystać, to możemy sobie pomóc, by w przyszłości mieć lepsze samopoczucie, lepiej znosić ból, lepiej sobie zaradzać. Nie oznacza to, że mamy pozbyć się bólu. Psychoterapia nie usunie bólu i cierpienia.

Psychoterapia jest po to, żeby dowiedzieć się, co ja i mój partner możemy zrobić, aby cierpienia było odpowiednio mniej. Jest to niestety bardzo trudne.

Czym jest doświadczenie? Zachęcam, aby rozumieć je jako wszystko, co dzieje się od poczęcia człowieka do dnia dzisiejszego. Wszystko, co nas spotyka. Ono jest jakby poza nami. To, że dzisiaj jest piątek, że jest już pewnie zmierzch, nie zależy od nas, a jednak tego doświadczamy. To, że zebraliśmy się dziś w takim składzie, nie zależy do końca od nas, po prostu takie osoby tu przyszły. Doświadczenie wpływa na nas, zapisuje się w nas.

Gdy rozważymy jakieś doświadczenie bardzo negatywne np. bycie świadkiem tragicznej śmierci kogoś, to w związku z tym doświadczeniem zapisuje się w naszej pamięci długotrwałej jakiś schemat, obraz, który wywołuje odpowiednie emocje. Emocje, które zapisują się przy takim doświadczeniu są nieprzyjemne, bolesne. Możemy na chwilę o nich zapomnieć, ale one w nas są. Emocje pojawiają się przez całe nasze życie, a my je w jakiś sposób nazywamy i interpretujemy. Coś z nimi robimy. Musimy nadać im pewną wartość, logikę, jakieś znaczenie. Tym, że je nazywamy, jest nasze poznanie, czyli rozumienie tego, co się z nami dzieje. Przykładowo, jeśli po trudnym doświadczeniu strachu podczas lotu samolotem stwierdzamy, że już więcej do samolotu nie wsiądziemy, to w naszym poznaniu jest: "nie wsiądę więcej do samolotu, ponieważ jest tam niebezpiecznie." To wszystko jest kodowane przez całe życie. 

W związku z poprzednimi trzema elementami pojawia się czwarty, niezwykle istotny. Jakoś na wszystko reagujemy. Decydujemy np. że pomimo bardzo dalekiego dystansu nie polecimy z kimś samolotem na wakacje, ale pokonamy całą trasę samochodem. Pomimo iż wiemy, że statystyki tragicznych wypadków samolotowych są niższe niż na drogach, to nie polecimy. Jest to więc konkretne nasze zachowanie. Jeżeli dobrze to zrozumiemy i będziemy samych siebie słyszeć, czemu m.in. służy psychoterapia, to mówiąc o przeżywaniu endometriozy, ja jako partner, mężczyzna, nigdy jej nie doświadczę. Mogę przeczytać o niej książki, ale ponieważ jestem mężczyzną, to nigdy jej nie doświadczę. Jest to niezwykle ważne, aby przyjąć, że każdy ma inną perspektywę doświadczania jakiegoś wydarzenia, związanych z tym emocji, nadawania im wartości i ich rozumienia oraz konkretnych zachowań. Jeśli moja żona w jakiś sposób się zachowuje, to dlatego że całe jej życie jest pewnym doświadczeniem i jest to jej sposób zachowania. Jeżeli mówi, że ma bolesną miesiączkę, boli ją kręgosłup, nie chce jej się żyć, takie życie nie ma sensu, a ja odpowiadam: "Co ty mówisz, dziewczyno, życie jest piękne, słońce świeci...", to zakłamuję jej emocje i uczucia i komunikuję jej: "Nie rozumiem cię, o co ci chodzi? Ogarnij się, to tak nie może być. Ja nie chcę tak żyć, chcę żyć wesoło."

Myślenie jednak o tym, refleksja i przede wszystkim rozmowa pary o chorobie może doprowadzić do pewnej zmiany. Jaka będzie ta zmiana? Tego nikt nie wie. Mamy pewną metodologię w zależności od nurtu, w jakim pracujemy, możemy więc oczekiwać jakiejś zmiany, ale tak naprawdę, gdy przychodzi do nas osoba, która mówi: "Cierpię, boli mnie...", to nie wiemy z jakiego powodu. Musimy dotrzeć do tych doświadczeń, emocji, do tego rozumienia, poznania, aby mogła zaistnieć zmiana. Ta zmiana musi niestety zaistnieć w taki sposób, w jaki ta osoba sobie życzy. To nie ja mam pomysł na życie mojego pacjenta. On sam musi wymyślić, jak ta zmiana ma wyglądać. Nie rzadko są to bardzo trudne decyzje. To jest kula u nogi osób zmagających się ze zdrowiem psychicznym, aby takim pacjentom pomóc. 

Niejaki Albert Ellis wymyślił bardzo prosty schemat ABC. Za A uważa pewne zdarzenie, sytuację, które jest całkowicie poza nami, za B myśli automatyczne, czyli to "jaka jestem...". Poczyńmy teraz taką analizę wewnętrzną: "Jeśli jestem chora na endometriozę, to kim jestem? Jaka jestem?" Bardzo często pojawia się myślenie: "Jestem wadliwa, niepełna. Nie mogę w pełni korzystać z życia, więc na nikogo nie zasługuję, bo kto z taką kobietą chciałby być..." To jest najlepsza droga do depresji, do myśli samobójczych albo nawet prób samobójczych. To jest też droga do szukania wybitnie nietrafionych dróg leczenia, jak np. wspomniane już dziś wahadełko. Te myśli automatyczne to bardzo ważny moment, w którym, koncentrując się jedynie na negatywnych doświadczeniach, zaczynamy schodzić coraz niżej, aż do momentu, w którym mówimy "Jestem do niczego, na nic się nie zda moje życie, nie chcę tak żyć". To jest ogromny ból i cierpienie, które na pewno jest części z Państwa znane. Te myśli automatyczne powodują konkretne reakcje (C). Są to reakcje emocjonalne np. żona jest wybuchowa, zamknięta w sobie, ograniczająca funkcjonowanie do ogarnięcia do domu i dziecka, a dla mąża nie ma czasu. To z kolei u mężczyzny powoduje wrażenie, ze jest jej niepotrzebny, nieważny, więc chyba nie chce mieć takiej żony. Mamy wtedy gwarantowany konflikt w związku. To, co ma nas konstytuować, relacja, zaczyna zanikać. Związek staje się pusty i nieważny. Po jednym, dwóch nieudanych związkach dochodzimy stwierdzamy, że nie nadajemy się do takiego życia. Chyba jednak nikt nie jest w stanie żyć na samotnej wyspie i udawać, że jest szczęśliwy, jeśli tam nie ma drugiego człowieka. 

Co możemy zrobić?

  1. Leczyć się.

  2. Edukować się, czytać wszystko, co może być wartościowe. Uwaga, nie wszystkie materiały dostępne w Internecie są wartościowe. Gdy czytamy niektóre blogi, hasła typu: "To jest niedobre, nic nie daje, ja tego nie robię, to nie ma sensu", to w nas zostaje.

  3. Należy zatem świadomie wybierać źródła informacji.

  4. Kolejna bardzo ważna rzecz to uświadomienie pacjentki, że jej choroba nie jest tylko jej problemem, ale dotyka całą rodzinę - partnera, ale również dzieci. Co dzieje się z dziećmi? Często są niezaopiekowane, ponieważ mama jest w złym nastroju. Czują się winne temu, że mama jest nieszczęśliwa. Jeżeli dodatkowo rodzice się kłócą, ponieważ nie mogą się zrozumieć, to dziecko staje się pewne swojej winy i po ok 15-20 latach pojawia się w gabinecie psychoterapeutycznym z psychozami. Związek rodziców jest w fatalnym stanie, a ono wzięło wszystko na siebie, żeby rodzice mogli zająć się swoją relacją. Aby jednak się nią zająć, trzeba rozmawiać o chorobie. Fatalny stan związku jest właśnie konsekwencją nie mówienia o chorobie.

  5. Kolejną rzeczą, którą uważam za niezwykle ważną, jest wypowiedzenie, jakiej specyficznej pomocy pacjentka potrzebuje od partnera. Co chce, aby dla niej zrobił? Powinna dać mu instrukcję, jak może pomóc. To ułatwia partnerowi życie, zdejmuje z niego odpowiedzialność, że nie daje oparcia, którego kobieta od niego oczekuje.

  6. Ogromna moc jest również w grupach wsparcia.

  7. Następny element to wprowadzanie zmian w stylu życia. Wszystkie zmiany, które zostały tu dzisiaj omówione, mogą zostać wprowadzone tylko wtedy, gdy je rozumiemy. Miałem dziś też taką refleksję, że gdy mamy dietę i nie możemy jeść wielu produktów, to obwarowujemy się licznymi ograniczeniami. Mamy wiele zakazów, a żadnych przyjemności. Wtedy, cytując klasyka, pojawia się pytanie: "To co pan/pani żyje?" Nie lepiej popełnić samobójstwo, skoro nie ma żadnej przyjemności w tym życiu? 

Zachęcam do wprowadzania zmian w życiu w taki sposób, aby ono było chociaż trochę przyjemne, aby umieć znaleźć momenty radosne i dzielić się nimi z bliskimi. Jaki jest na to sposób? Rozmawiać z partnerem. Niestety, to czasem jest bardzo trudne. Jeśli tak się dzieje, zalecam, by przyjść razem do osoby niezwiązanej emocjonalnie z Wami, przy której nie będziecie się kłócić, ponieważ nie wypada. Taką osobą może być psychoterapeuta. Kiedy stosuję to w moim gabinecie, to często dostaję informację zwrotną, że osoba po raz pierwszy od np. 20 lat mogła powiedzieć, o co jej chodzi, ponieważ nikt jej nie przerwał. To są problemy relacyjne, psychologiczne, które wynikają z tego, że możemy być chorzy. 

Jestem tutaj również dlatego, że musiałem zapoznać się z endometriozą. Jest mi dzięki temu łatwiej zrozumieć kobiety, gdy opowiadają mi o swoich kobiecych sprawach: o tym, że mają obfite, bolesne krwawienia, że stosunek z mężem nie daje im już żadnej przyjemności. Często nie chcą więcej tego współżycia, pojawia się idea bycia z innym mężczyzną, który sprawiałby jakąś przyjemność. "Ktoś inny byłby fajny, ale mój mąż nie, dlatego że nie mamy relacji, nie rozmawiamy o tym." Jednak tak naprawdę takie pacjentki są w obłokach. Szukają szczęścia na ten moment. Moją niewdzięczną rolą, jako psychoterapeuty, jest wtedy sprowadzić taką osobę na ziemię. "Musicie ze swoim partnerem sobie poradzić z tym, jak wyglądacie i tyle." Ważne, żeby powiedzieć sobie, czego się wzajemnie od siebie oczekuje. To też jest zmiana życia, zmiana relacji. 

Moje osobiste doświadczenie, nie tylko zawodowe, mówi, że jeśli to wszystko, o czym dzisiaj wspomniałem, jest wypowiedziane w kontekście: "to nie jest przeciwko tobie, nie mówię tego po to, by cię zranić, ale potrzebuję to w końcu z siebie wyrzucić. Nie musisz nawet nic odpowiadać, po prostu bądź przy mnie, wtedy będzie mi łatwiej", to realność jest bardziej kojąca niż romanse i piękne słówka. One wygasają, ponieważ nie mają takiej mocy sprawczej, aby miłość romantyczna, intymna tak długo się utrzymywała. Ciągle oscylujemy więc między tą romantycznością a gruntownością i realizmem i musimy znaleźć tam swój poziom. 

Są jeszcze inne rozwiązania. Jakie? Nie wiem. Same, Panie, musicie znaleźć, co Wam pomoże. Może będzie to terapia, może grupa wsparcia, a może takie spotkanie, jak dziś...

Serdecznie zapraszamy na kolejny, II MeetUp w dn. 20.09.2019r, dostępny tutaj.