Endo-historia Kasi (31 lat)

Publikujemy #5 historię konkursową - "Opowiedz swoją endo-historię". Zachęcamy do lektury: 

Cześć! Z tej strony Kasia. Mam 31 lat. Ze świadomością posiadania endometriozy żyję od 2012 r. Postaram się Wam opisać moją „przygodę” z tą paskudną, niszczącą życie prywatne i zawodowe  chorobą.

Zaczęło się sielankowo... W 2010 roku wzięliśmy ślub. Bardzo szybko podjęliśmy decyzję o powiększeniu rodziny. Od razu odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i  do „roboty”:). Minął miesiąc, dwa, sześć i nic... Nic oprócz nasilającego się bólu brzucha, nie tylko podczas miesiączki. Najpierw był to ból brzucha, potem kręgosłupa. Dodatkowo dołączyły problemy z silnym parciem na pęcherz. Borykałam się również z ogromnym trądzikiem. Wyglądałam jakbym była nastolatką w okresie dojrzewania. Żaden dermatolog nie był w stanie mi pomóc. Żaden antybiotyk, maść, krem… Dosłownie nic nie pomagało. Lekarze rozkładali ręce. Mówili, że może przejdzie samo… Nie, nie przechodziło, wręcz się nasilało… Na ból brzucha stosowałam tabletki przeciwbólowe. Pomagały do czasu, aż chyba przedawkowałam i przestały działać... O współżyciu z mężem nie było mowy, bo sprawiało mi to ogromny ból… Czas do ginekologa, bo w końcu musi być coś ze mną nie tak. U ginekologa w mojej miejscowości nie było miejsc, a że w gabinecie obok przyjmował bardzo dobry, wybitny specjalista w wykonywaniu usg. Udałam się do niego.


Od razu stwierdził, że to może być torbiel, ale że On nie jest ginekologiem zalecił mi skonsultować się ze specjalistą w tej dziedzinie. Poszłam… Lekarz stwierdził, że to na pewno rosnący pęcherzyk i nie ma się co przejmować… Tak sobie ten pęcherzyk rósł przez pół roku. W między czasie odwiedziłam jeszcze kilku ginekologów, którzy powtarzali „Proszę Pani to pęcherzyk… wziąć sobie przeciwbólową i minie”. Olali mnie totalnie, nie zwracając uwagi na objawy, jakie mi towarzyszyły… Objawy bólowe przez pół roku tak się nasiliły, że nie mogłam funkcjonować. Zwolnienia w pracy stały się regularne, więc mnie zwolnili… Trochę było mi przykro, ale doszłam do wniosku, że jak nie ta praca to następna. Mąż dobrze zarabiał, nie mieliśmy dziecka, więc wszystko było do ogarnięcia. 

Od koleżanki dostałam namiar na specjalistę w dziedzinie usg z Lublina. Zadzwoniłam, zapisałam się. Siedząc w poczekalni wzięłam do ręki przypadkowe czasopismo, otworzyłam przypadkowo stronę i natknęłam się na artykuł o endometriozie… Przeczytałam  i pomyślałam „Oby to nie było to”. Lekarz od razu stwierdził ogromną torbiel czekoladową, która nie ma gdzie już rosnąć. Pamiętam jego słowa do dziś „ Musi Pani jak najszybciej trafić na stół operacyjny, bo to może w każdej chwili pęknąć . Pani życie jest zagrożone”. To był piątek rano... Po południu leżałam już na stole operacyjnym. Pamiętam, jak Pani profesor, która miała mnie operować, zapytała czy mam dzieci… Odpowiedziałam, że nie, ale do końca nie rozumiałam skąd i po co takie pytanie. Kilka godzin później miałam potwierdzoną endometriozę IV stopnia. Jeden jajnik udało się uratować, drugiego zostało tylko odrobinę… Pani profesor powiedziała, że miałam w brzuchu Armagedon... Nie mogła zrozumieć, dlaczego doprowadzono mnie to takiego stanu skoro chodziłam do lekarzy… Obudziłam się po operacji i nic mnie nie bolało… dziwne uczucie. Do bólu, który towarzyszył mi przez pół roku, po prostu się przyzwyczaiłam. Ogarnęłam się po operacji, w między czasie zrobiłam badanie drożności jajowodów , mąż badanie nasienia. Wszystko ok, więc działamy dalej. Wszystko usunięte więc jest nowa nadzieja, że się uda. Niestety nie do końca wiedziałam, z czym się wiąże posiadanie endometriozy, więc wierzyłam dalej, że niedługo zajdę w ciąże. Oczywiście nie zaszłam. Hektolitry wylanych łez, nieprzespanych nocy, zadawania sobie pytań, dlaczego inni mogą mieć dzieci, a ja nie. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Czułam się tak, jakby mnie ktoś za coś ukarał. 

Znalazłam nową pracę, wróciłam do „żywych”. W niedługim czasie słyszę w tv, że wchodzi program refundacji In vitro. Myślę sobie co to w ogóle jest, przecież mnie to nie dotyczy, po co ludzie korzystają z takiego leczenia... Kompletnie w tym temacie byłam zielona.

Dostaję następny namiar od koleżanki do ginekologa w Lublinie. Zapisuję się. Od razu na pierwszej wizycie lekarz po zapoznaniu się z dokumentacją mówi „kwalifikuję Panią do In vitro ”. Ja???? Do In vitro?? Dlaczego??? Co to w ogóle jest??? Oczywiście zgodziliśmy się bez wahania. Jeśli to pozwoli Nam zostać rodzicami to przejdziemy przez wszystko.  Zaczęło się… badania, badania i jeszcze raz badania. 

Pierwsza procedura. Stymulowałam się tak sobie. Bez osiągnięcia zamierzonego efektu. Nie doszło do transferu. Znowu płacz i zadawanie sobie pytań dlaczego… 

Druga procedura. Udało się! Jest, bije Nasze malutkie serduszko. Świat stał się bardziej kolorowy, chciało Nam się żyć. Tak udało Nam się! Pierwszy raz od długiego czasu zaczęliśmy się uśmiechać. Nasze życie nabrało sensu, będziemy prawdziwą rodziną... 17 tydzień kontrolne usg i…. Nasze malutkie kochane serduszko przestaje bić :( Synek odszedł od Nas. Nic na to nie wskazywało, rozwijał się prawidłowo. Nie muszę chyba pisać co przeżywaliśmy... Urodziłam, pochowaliśmy Naszą malutką kruszynkę i podjęłam decyzję, że odpuszczam. Trudno, nie będziemy mieć dzieci. Jeśli następnym razem ma się to znowu stać, to ja tego nie przeżyję. Od czasu porodu do dnia, kiedy miał się faktycznie urodzić byłam strzępkiem człowieka. Po tym czasie kiedy minął termin faktycznego porodu zaczęłam uczyć się z tym żyć… Boli to tej pory, nie przestanie nigdy.

Minął rok, moja mama przynosi mi namiar na przychodnię w Warszawie. Nie będę pisała jaką, bo nie chce robić reklamy. Mówi spróbuj jeszcze raz ten ostatni… Jeden z profesorów akurat prowadził bezpłatne konsultacje. Załapałam się, było ostanie miejsce. Od razu Nam oznajmił, żeby przenosić dokumenty i powiedział „ Będziecie rodzicami ”. Wykonaliśmy kilka badań genetycznych żeby wykluczyć inne schorzenia. Mąż zdrowy, potwierdziło się, że „wina” leży tylko i wyłącznie po mojej stronie, po stronie tej obrzydliwej endometriozy . Stymulacja lekami, innymi niż wcześniej przyniosła rewelacyjny efekt. Potem transfer, czekanie i ... jest! Bije Nasze serduszko. 

Ciąża przebiegała bezproblemowo, lecz strach towarzyszył do końca. Ze względu na wcześniejsze poronienie, z przyczyn niepotwierdzonych byłam obstawiona lakami. Tabletki, zastrzyki …. Jak ma się udać to będę zjadać te tony tabletek i robić codziennie przez 9 miesięcy zastrzyki.

Synek urodził się o czasie, zdrowy i silny :) Opłacało się walczyć. Upadaliśmy wiele razy, ale chęć zostania rodzicami była tak silna, że wstawaliśmy i szliśmy dalej przed siebie. Słowo „mama” jest najwspanialszym słowem, jakie w życiu usłyszałam. Nasz szkrab ma już prawie 4 latka ;)

  

Czas po rodzeństwo , zostały Nam jeszcze 4 zamrożone zarodki.

Kolejna wizyta i ups… Znowu jest coś nie tak. Okazało się, że mam zespół Ashermana. Jestem świeżo po histeroskopii. Endometrioza plus jeszcze coś ekstra, ale co tam przecież dam radę. Kto jak nie Ja ;) 

Chciałam powiedzieć Wam wszystkim, które borykają się z endometriozą, żebyście się nigdy, przenigdy nie poddawały. Walczcie dziewczyny, bo się udaje, tylko czasami trzeba trochę poczekać. Czasami są to miesiące, czasami lata. Warto!!!!! Nie patrzcie na to, że macie kilkaset kilometrów do lekarza. To nie koniec świata. Po swoje szczęście jeździe na koniec świata ! 

Mam żal chyba do Naszego Państwa, że jesteśmy pozostawione samym sobie. Zero pomocy psychologicznej… Chyba że wykupimy sobie wizyty prywatne …. Nie wspomnę już o zabraniu refundacji In Vitro... 

Na koniec chciałam podziękować wszystkim lekarzom, którzy pomagają , wspierają. Nie pozwalacie się poddać i za to jestem najbardziej wdzięczna. Jesteście wspaniali. Wasza ogromna wiedza i chęć doskonalenia swoich umiejętności dają ludziom miłość i szczęście. Jesteście WIELCY!!! Chylę czoło przed każdym z Państwa z osobna. 

Mam jeszcze jedno marzenie… zajść naturalnie w ciążę. Wiem, że to nieosiągalne i niemożliwe z endometriozą IV stopnia :(

Pani Kasiu, dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Z naszej strony chcielibyśmy jedynie dodać, że jest możliwe zajść w ciążę naturalnie po endometriozie IV stopnia! Dowodem na to jest kilka naszych pacjentek. Także apelujemy, żeby nie rezygnowała Pani tak łatwo ze swoich marzeń!

Drogie Panie, wierzymy, że Wasze historie mogą sprawić, iż inne kobiety usłyszą nazwę "endometrioza" i zaczną się nią interesować, albo dadzą motywację do walki tym, które o tej chorobie już wiedzą!
Głosowanie rozpocznie się 2 września, gdy opublikowane zostaną wszystkie przesłane historie na naszej stronie na Facebooku.
Zapraszamy na stronę główną konkursu, dostępną pod tym adresem.